PolskiEnglishDeutsch

Aktualności

Fiskus sprawdzi handel długami
niedziela, 6 listopada 2011

Trybunał Sprawiedliwości UE uznał, że handel na giełdach długów nie podlega VAT. To oznacza u nas konieczność płacenia PCCW ostatnich miesiącach coraz większą karierę w internecie robią wirtualne giełdy długów. To funkcjonujące w sieci tablice ogłoszeń skierowane do osób zainteresowanych sprzedażą lub kupnem wierzytelności. Reklamy zachęcają: „każdy towar ma swojego nabywcę. Dłużnicy też mają swoich wierzycieli. Wielu z nich chętnie kupi twoją wierzytelność”.

Problem jednak w tym, że takimi transakcjami coraz częściej interesuje się też fiskus. Jest to o tyle zrozumiałe, że nie są one podatkowo obojętne.

– Skutki podatkowe mogą powstać na płaszczyźnie podatków dochodowych, VAT-u czy podatku od czynności cywilnoprawnych – ostrzega Aleksandra Gołda, prawnik w Kancelarii Kolibski, Nikończyk, Dec & Partnerzy.

Zainteresowanie giełdami długów rośnie systematycznie od około dwóch lat. Jedną z przyczyn jest oczywiście kryzys gospodarczy. Robert Grabowski z firmy windykacyjnej Grabowski Inkasso potwierdza w rozmowie z „DGP”, że w tym czasie wzrost liczby zapytań o wystawione do sprzedaży długi jest wyraźnie zauważalny. Coraz więcej osób szuka też w takich informacji w wyszukiwarkach internetowych (np. Google). Rośnie też poziom świadomości, jeśli chodzi o to, jak szukać dłużnika. Więcej osób wie już dziś, że nie wystarczy w poszukiwaniu długu wpisywać tylko np. „Jan Kowalski”, ale zapytania w zestawieniu ze słowem związanym z zadłużeniem, a więc np. „Jan Kowalski wierzytelności”, „Jan Kowalski dług” itp. Kłopot w tym, że większość spośród tych osób to łowcy okazji. Osoby nastawione na szybki zysk.

– Większość potencjalnych nabywców wierzytelności wystawionych na naszej giełdzie oferuje tak niskie ceny (10 – 20 proc. kwoty głównej wierzytelności), że nie mamy o czym z nimi rozmawiać – podkreśla Robert Grabowski.

Dodaje, że rzadko trafi się ktoś, kto gotów jest zapłacić powyżej 50 proc. kwoty głównej wierzytelności. Z reguły taka osoba to ktoś, kto ma wiedzę o majątku dłużnika i chce zarobić na odzyskaniu długu lub chce dokonać potrącenia z długiem, który sam ma w stosunku do dłużnika, którego należności chciałby wykupić.

– W takim stanie rzeczy giełda spełnia przede wszystkim swą, powiedzmy, nieformalną funkcję – piętnuje dłużników w internecie wpisami o nich i ich długach, które to wpisy są świetnie zaindeksowane przez wyszukiwarki internetowe. I w sumie więcej dłużników spłaciło przez to swoje długi, niż odnotowaliśmy transakcji kupna-sprzedaży takich zobowiązań – podsumowuje Robert Grabowski.

Ewa Matyszewska, Gazeta Prawna 2011-11-02