PolskiEnglishDeutsch

Aktualności

Po domowym dyżurze portfel nie będzie grubszy
niedziela, 25 lipca 2010

Jeśli dyżurować, to tylko w firmie. Za czuwanie pod telefonem we własnych czterech kątach nie dostaniemy złotówki

Czytelnik jest informatykiem. Pracuje w systemie równoważnym, niekiedy 12 godzin dziennie. Dodatkowo pełni domowe dyżury, za które nie dostaje żadnej rekompensaty.

– Czuję się wykorzystywany, bo bierne siedzenie w domu ogranicza mój prywatny czas. Choć w firmie nic się nie dzieje, ja muszę być w pogotowiu – skarży się pan Mariusz.

Dyżur pełnimy wtedy, gdy poza godzinami pracy pozostajemy w gotowości do wykonywania służbowych obowiązków. Bez względu na to, gdzie wtedy jesteśmy (w pracy, w domu czy w innym wyznaczonym przez szefa miejscu), ten czas składa się z dwóch części. Pierwsza, stanowiąca klasyczny dyżur, podczas której zatrudniony czeka na podjęcie pracy, oraz druga, kiedy pracuje – traktowana jak praca nadliczbowa. Ten podział jest istotny, ponieważ wiąże się z nim zróżnicowana rekompensata.

Akurat czytelnik pełni dyżur w domu, a ten na tle pozostałych jest wyjątkiem, bo nie przysługuje za niego żadna rekompensata. Inaczej by było, gdyby pan Mariusz czekał na podjęcie pracy w innym miejscu, np. w firmie. Wtedy za klasyczny dyżur dostałby czas wolny w wymiarze odpowiadającym jego godzinom. Jeżeli natomiast nie mógłby go odebrać, szef wypłaciłby mu wynagrodzenie wynikające ze stawki osobistego zaszeregowania określonej godzinowo lub miesięcznie, a gdy pobory są zmienne (np. prowizyjne lub określone akordowo) – 60 proc. ich wartości.

Wyobraźmy sobie jednak, że podczas domowego dyżuru pan Mariusz musi wykonywać pracę. Wtedy nie będzie finansowo poszkodowany, bo z chwilą podjęcia obowiązków klasyczny dyżur przekształca się w dodatkową pracę, która stanowi najczęściej nadgodziny.

Przykład: w poniedziałek po ośmiogodzinnej pracy pan Mariusz pełnił pięciogodzinny dyżur w domu. Przez dwie pierwsze godziny nic się nie działo, ale przez kolejne trzy wykonywał pracę. Pan Mariusz otrzymał następującą rekompensatę:

- za dwie godziny klasycznego dyżuru nic – ani wynagrodzenia, ani czasu wolnego,

- za trzy godziny dyżuru normalne wynagrodzenie i 50 proc. dodatku (do 100 proc. nie miał prawa, bo praca nie odbywała się w porze nocnej).

Rozważmy jeszcze jedną istotną kwestię. Czytelnik jest zatrudniony w systemie równoważnym, który charakteryzuje się tym, że w niektórych dniach tygodnia robocza dniówka może wynosić 12 godzin, pod warunkiem że w innym czasie zostanie to zrekompensowane krótszym dniem pracy albo dniem wolnym (art. 135 kodeksu pracy).

Przykładowo: w poniedziałek ktoś pracuje 12 godzin, ale we wtorek już osiem. W środę znowu 12, ale w czwartek ma dzień wolny i w piątek znowu przychodzi na osiem godzin.

Przy takim układzie godzin szef nie może zlecić np. trzygodzinnego dyżuru we wtorek przed pracą (rozpocznie się o godzinie 6), bo w ten sposób naruszy dobowy odpoczynek, który musi trwać co najmniej 11 godzin.

Nie ma znaczenia, że przez te trzy godziny zatrudniony zamiast pracować wykonuje klasyczny dyżur. Art. 1515 k. p. zastrzega bowiem, że dyżur nie może naruszać ani dobowego, ani tygodniowego odpoczynku.

Marta Gadomska, Rzeczpospolita 2010-07-17